Jestem fizjoterapeutką od 7 lat, choć moja metryka wskazywałaby, że to niewiele, jednak zakochałam się w tym zawodzie bez reszty i nie tracąc czasu zgłębiam jego tajniki do dziś.
Jako pasjonatka biegania stałam się również jego ofiarą. Dręczące mnie kontuzje zaprowadziły mnie do Grzegorza Bilińskiego. Jego supermoce, szybka diagnoza i skuteczna terapia zainspirowały mnie. „Ja też tak chcę” pomyślałam i rozpoczęłam studia fizjoterapeutyczne. Zafascynował mnie świat anatomii, fizjologii i tajniki mechaniki, z jaką ludzkie ciało się porusza. Im więcej wiedziałam tym jeszcze więcej chciałam wiedzieć. Wraz z rozwojem widziałam swoje braki i uzupełniałam je, zbierając całkiem pokaźną kolekcję „narzędzi”, w których mogę wybierać, żeby pomóc swoim pacjentom i pacjentkom.
Wraz z rozwojem i wiekiem zainteresowałam się fizjoterapią uroginekologiczną. Tą małą, ale jak niezwykle powiązaną z całym ciałem grupą mięśni. Musi udźwignąć ciężar naszych narządów, ma wpływ na ważne funkcje ciała, a jednocześnie fizjologicznie narażona jest poważne urazy (poród) i przeciążenia pochodzące z odległych części ciała. Kumuluje napięcia nie tylko fizyczne, ale także psychiczne. Te liczne zależności zafascynowały mnie. Dodatkowo praca z kobietami daje ogromną satysfakcję, gdyż przez to, że tak bardzo jesteśmy różne i różne mamy doświadczenia, od każdej uczę się czegoś nowego, co rozwija również mnie.
Jako miłośniczka biegania i kobieta jestem swoją „pacjentką zero, która swoje przeszła”. Wszystkie poznane metody, ćwiczenia wypróbowuję na sobie. Sprawdzam odczucia w trakcie i po, tak żeby móc szczerze opowiedzieć pacjentom, czego mogą się spodziewać.
Zrozumienie przez pacjenta procesów, jakie zachodzą w jego organizmie oraz mechanicznych przyczyn prowadzących do bólu i ograniczeń, powoduje zmianę myślenia, a później też zachowania i nawyków – co może spowodować stałą zmianę i prawdziwe wyleczenie. Dlatego podczas terapii dużo gadam.